Nieudany izerski sylwester…

Miał być hit – wyszedł kit. Od paru lat zbierałem się do sylwestrowego wyjścia w Izerskie – najlepiej z jakimś dobrym widokiem na fajerwerki, ale w miarę z dala od ludzi, w dziczy. Pomimo wszechobecnej od kilkunastu dni mżawki, wolałem ruszyć dupę z domowego fotela i zrobić cokolwiek, byleby się poruszać – i jak to ja – musiałem wziąć sprzęt foto, licząc na świetne nocne ujęcia z ogniami sztucznymi w tle. Celem była Sępia Góra, z której roztacza się fantastyczny widok na kolej gondolową i sam Świeradów…no właśnie – widok w teorii. Zapraszam do relacji z nocnej wędrówki po Grzbiecie Kamienickim.

Ślady lisa/małego psa, obok odcisk buta, a między nimi…no właśnie. Śladów tej nocy widziałem sporo, ale tak dużych, z wyraźnymi pazurami, w linii prostej – nie. Duży pies w biegu, a może jednak…?

Czytaj dalej Nieudany izerski sylwester…

Radomice – za siedmioma górami, w Dolinie Bobru

Od dłuższego czasu zbierałem się na zwiedzanie wiosek w Dolinie Bobru, w zasadzie od majówki, kiedy ze znajomymi wybraliśmy się do Nielestna na spływ kajakowy. Dlaczego akurat te miejsca? Bo wielowiekowa historia, bo rustykalny klimat, bo zapierające dech widoki, gdzie pagórków i wzgórz jest tyle, ile kruszonki na dobrym cieście. Miejsca zapomniane przez świat, leżące na uboczu, gdzie czas odmierzają dzwony kilkusetletnich uroczych kościółków. Kręte wąskie dróżki, podjazdy i zjazdy, rolnictwo i turystyka. Całość zwieńczona niesamowitym wprost bogactwem minerałów skrytych przed cywilizacją pod ziemią. Drugiego takiego miejsca w Polsce nie ma. Zapraszam na krótką wycieczkę do Radomic, w Dolinę Bobru.

Magia w czystej postaci. Żyć, nie umierać.

Czytaj dalej Radomice – za siedmioma górami, w Dolinie Bobru

Z Rozdroża do kopalni, czyli śladami Wiedźmina

Wakacje w pełni, a jednak czuję się trochę jak typowy korpo-szczur, który szuka wolnego weekendu, żeby oderwać się od pracy w wielkim mieście i odreagować w górach. Udało się w końcu wrócić na weekend do domu, i choć tym razem bez aparatu, to postanowiłem, że słonecznej soboty nie spędzę, kisząc się bez celu w domowym zaciszu, ale wybiorę się w Izery. Nie ukrywam, że chciałem trochę odpocząć od ludzi, dlatego pierwotny plan wycieczki ze Świeradowa do Chatki Górzystów poszedł na bok – pomyślałem, że powtórzę wycieczkę z majówki i ruszę z Rozdroża Izerskiego przez Sine Skałki do Kopalni Stanisław. Do końca miałem dylemat, bo na radarze pogodowym zaczęły być widoczne chmury deszczowe nad Niemcami i Czechami, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Zapraszam na czterogodzinną wycieczkę śladami filmowego Wiedźmina…

Jeden z najpiękniejszych widoków w całych Górach Izerskich – wychodzisz z lasu z widokiem na Karkonosze i kopalnię Stanisław. [Wszystkie zdjęcia z wycieczki robiłem smartfonem,  trochę bolało, ale jakoś dało radę]
Czytaj dalej Z Rozdroża do kopalni, czyli śladami Wiedźmina

Kopaniec – w krainie hobbitów i artystów

Wielu nie wie o jej istnieniu, a tym bardziej o skarbach jakie skrywa, a przecież w przeciągu pół godziny dojedziemy stąd do Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby, czy Gryfowa Śląskiego. Chciałoby się powiedzieć – kolejne z miejsc typu “cudze chwalicie, swego nie znacie”. To tutaj widziano czarownice, to tutaj wierzono w pogańskich bogów, to tutaj znajdziecie unikatowe w skali kraju kilkumetrowe mury kamienne sprzed wieków, to tutaj wiele lat temu osiedlili się artyści z Wrocławia, to tutaj przejedziecie się iście alpejską serpentyną, to tutaj spotkacie domki i zobaczycie krajobrazy rodem z tolkienowskich baśni.

Czytaj dalej Kopaniec – w krainie hobbitów i artystów

Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija

Dzisiaj kolejny raz zabiorę Was w miejsca absolutnie warte zobaczenia, dosłownie rzut beretem od Świeradowa. Tym razem mowa będzie o punktach widokowych, będących jednocześnie małymi skałkami, które gwarantują jedne z najlepszych panoram na Przedgórze Izerskie i samo uzdrowisko u stóp Stogu Izerskiego, czyli o Skałkach Zakochanych i Sępiej Górze. Te pierwsze schowane są w drobnym zagajniku na zachód od wioski Kotlina, a wspomniana góra to ten wielki masyw, który widzicie z lewej strony, wjeżdżając do Świeradowa od strony Mirska i Orłowic. Opowiem Wam również o napotkanych turystach, którym pomogłem wybrać kilka miejsc godnych zwiedzenia w okolicy oraz o nietypowej “turystce” na szlaku, która potrafi doprowadzić człowieka do szpitala. Gotowi na wędrówkę? Zapraszam!

Panorama ze Skałek Zakochanych na całe Przedgórze Izerskie

Czytaj dalej Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija

Gierczyn-Lasek – śladami kopalń, kurortów i wymarłej wsi…

Na wiekowej, gierczyńskiej stojąc ziemi,
gdzie klimat surowy jak ozima skurczona trawa,
izerskich diabłów wypatruję w sieni,
opuszczonej ruiny, gdzie historii płynie lawa.

Tym razem zabiorę Was na spacer po typowo górskiej części wsi Gierczyn, położonej na południe od Gryfowa, a mniej więcej na zachód od Jeleniej Góry. Część ta nosi nazwę Lasek – a dawniej [czytaj – za Niemca] Förstel. Na zdjęciach zobaczycie kilka domostw i odrestaurowany hotelik górski, a ponoć przed wojną stało tu…ponad trzydzieści budynków. Zapraszam na wędrówkę po jednym z najdzikszych zamieszkanych miejsc w tej okolicy…

Mówiąc o tym miejscu, że jest zadupiem, prawimy mu tylko komplement.

Czytaj dalej Gierczyn-Lasek – śladami kopalń, kurortów i wymarłej wsi…

Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Widziany z kilkudziesięciu kilometrów mały biały punkcik na szczycie bazaltowego wzgórza, z bliska okazuje się drobniutką, ale niepowtarzalną barokową budowlą sakralną. Jadąc z Jeleniej Góry w stronę Gryfowa po prostu nie można nie zobaczyć kapliczki w Proszówce, dumnie wznoszącej się na sąsiednim wzgórzu, w stosunku do ruin zamku Gryf. Gdziekolwiek w Polsce byście nie spytali o Zamek Królewski na Wawelu – to praktycznie każdy będzie wiedział o co chodzi. Tak samo jest w gminie Gryfów – tutaj, gdy komuś mówię, że jadę na kapliczkę, to od razu wiadomo o jakie miejsce chodzi. No dobra, ale dlaczego jest takie wyjątkowe? Niby zwykła, biała kaplica i tyle…

– Co robił tu na rowerze przyszły papież Jan Paweł II? Dlaczego niepozorna mysz uratowała tutejszy potężny ród Schaffgotschów? Co to za czarna skała, na której stoi kaplica i dlaczego nie znajdziecie takiej w pozostałych regionach Polski? I jak zawsze – całość uzupełniona zdjęciami mojego autorstwa. Zapraszam 🙂

Kapliczka o zachodzie słońca prezentuje się bajkowo…

Czytaj dalej Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego

W ostatnich latach po świętach zapanowała moda na zrzucanie kilogramów. Wiosna, lato, jesień, zima – taka sama waga trzyma. Co jednak zmotywowało mnie do odwiedzenia Jeziora Złotnickiego? Przecież nawet powietrze było “brudne” i zbyt gęste do robienia dobrych zdjęć, nawet nie chciało mi się brać Canona ze sobą. Według prognozy pogodowej to było ostatnie pogodne popołudnie, a że była już 14.00, to możliwości wypadów nie było zbyt wiele – o 16.00 słońce już kładło się do snu. Dwie godziny to za mało do poruszania się po Izerach, czy okolicznych miejscowościach. Wybór padł na Jezioro Złotnickie – największą turystyczną atrakcję Gryfowa Śląskiego, zaraz obok Zamku Gryf. Niestety, oba te miejsca są w opłakanym stanie, a jeszcze 20 lat temu turyści chętnie odwiedzali zamek, jak i wypoczywali nad wodą.

Na samochodach znajdziecie tu DLW, a na łodziach – LWŚ. Ciekawostka.

Czytaj dalej Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego

“Niebo z moich stron”

Zanim zaczniesz czytać artykuł, pomyśl sobie, Czytelniku, co kilka lat temu miałeś pod nosem, czego nie doceniałeś, a teraz już masz z tym sporadyczny kontakt albo w ogóle – znikomy – osoby bliskie, chłopak, dziewczyna, ulubiony gadżet, sprzęt sportowy, wciągające hobby – co tylko chcesz…

Czwarty rok studiów w Łodzi ma się w najlepsze, a że prawo jest wymagającym i ciężkim kierunkiem, to i zapach domowego poddasza staje się czymś coraz bardziej wymarzonym, wręcz wyimaginowanym – tym bardziej, że gdyby nie moi przyjaciele (jeśli to czytacie – serdeczne Was pozdrawiam, Kamilu i Igorze), to podróże weekendowe do i z domu rodzinnego byłyby ośmiogodzinną męczarnią w autobusach i pociągach. Czasami wraca się co trzy tygodnie, czasem co miesiąc. Im rzadziej bywam w rodzinnych stronach,  tym bardziej za nimi tęsknię. Jeśli ktoś z Was chce w praktyce dowiedzieć się, na czym polega przysłowie “cudze chwalicie, swego nie znacie(…)”, to ten sposób jest genialny w swej prostocie. Dopiero teraz, myśląc o tym, gdzie jeszcze warto przejechać się rowerem, gdzie zabrać aparat, uświadamiam sobie bogactwo atrakcji naszego regionu. Pokazując znajomym zdjęcia z tych malowniczych stron, dopiero mogę przejrzeć na oczy i faktycznie powiedzieć sobie – kurczę, 90% znajomych z Łodzi oddałoby wiele, żeby spędzić tu choćby i parę wolnych dni…ale to chyba już tak jest, że mieszkając w danym miejscu, powszednieje nam ono, a my przyrastamy do “biurka/kanapy”, nie zwracając uwagi na “niebo z moich stron”, o którym śpiewały Czerwone Gitary… Czytaj dalej “Niebo z moich stron”