Jesienne Jezioro Złotnickie w obiektywie

W ostatnich tygodniach nie było sposobności, by wybrać się w góry lub w inne turystyczne miejsce, a jeśli już miałem wolny czas, to automat w głowie podpowiadał – jedź w teren, będą dobre zdjęcia. Nagromadziłem trochę tego w ramach zapasów na jesień. W niedzielę dopisała pogoda, światło i czyste powietrze…no i jesienne kolory. Postanowiłem pojechać nad Jezioro Złotnickie, ale już nie od strony zapory – chciałem złapać kilka ujęć z plaży w Karłowicach (Biedrzychowicach). Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Sam powiesiłbym sobie te zdjęcia w salonie [skromny]. Tym razem bez mickiewiczowskich opisów, zapraszam do oglądania zdjęć znad jeziora 🙂

Plaża w Karłowicach i wędkarze

Czytaj dalej Jesienne Jezioro Złotnickie w obiektywie

Zimowy spacer po gryfowskiej starówce

Średniowieczne Włochy, Francja? Gryfowskie stare miasto i jego mury z XIV wieku [zdjęcie ze smartfona – Canon z tak bliska nie objąłby całości]
Zwiedzanie starówki Krakowa, Warszawy, Wiednia, Pragi jest stałym punktem wycieczek w te miejsca. Przecież nikt sobie nie wyobraża wycieczki do stolicy Czech bez zobaczenia Mostu Karola, czy podróży do polskiego miasta królów bez spaceru po tamtejszym rynku. Gryfów i starówka? Wziąłeś apap noc w dzień? – pomyślą niektórzy. Tutejsze stare miasto to zaledwie kilka uliczek, ale każda z nich ma do zaoferowania jakieś detale, których gryfowscy przechodnie nie dostrzegają (z przyzwyczajenia się do ich widoku). Jest odnowiony rynek, odrestaurowane kamieniczki, kościół po remoncie, są odświeżone mury miejskie, sympatyczne knajpki, punkty z mapami i pocztówkami.  Zapraszam na krótki zimowy, niedzielny spacer uliczkami wokół gryfowskiego rynku…

Czytaj dalej Zimowy spacer po gryfowskiej starówce

Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Widziany z kilkudziesięciu kilometrów mały biały punkcik na szczycie bazaltowego wzgórza, z bliska okazuje się drobniutką, ale niepowtarzalną barokową budowlą sakralną. Jadąc z Jeleniej Góry w stronę Gryfowa po prostu nie można nie zobaczyć kapliczki w Proszówce, dumnie wznoszącej się na sąsiednim wzgórzu, w stosunku do ruin zamku Gryf. Gdziekolwiek w Polsce byście nie spytali o Zamek Królewski na Wawelu – to praktycznie każdy będzie wiedział o co chodzi. Tak samo jest w gminie Gryfów – tutaj, gdy komuś mówię, że jadę na kapliczkę, to od razu wiadomo o jakie miejsce chodzi. No dobra, ale dlaczego jest takie wyjątkowe? Niby zwykła, biała kaplica i tyle…

– Co robił tu na rowerze przyszły papież Jan Paweł II? Dlaczego niepozorna mysz uratowała tutejszy potężny ród Schaffgotschów? Co to za czarna skała, na której stoi kaplica i dlaczego nie znajdziecie takiej w pozostałych regionach Polski? I jak zawsze – całość uzupełniona zdjęciami mojego autorstwa. Zapraszam 🙂

Kapliczka o zachodzie słońca prezentuje się bajkowo…

Czytaj dalej Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego

W ostatnich latach po świętach zapanowała moda na zrzucanie kilogramów. Wiosna, lato, jesień, zima – taka sama waga trzyma. Co jednak zmotywowało mnie do odwiedzenia Jeziora Złotnickiego? Przecież nawet powietrze było “brudne” i zbyt gęste do robienia dobrych zdjęć, nawet nie chciało mi się brać Canona ze sobą. Według prognozy pogodowej to było ostatnie pogodne popołudnie, a że była już 14.00, to możliwości wypadów nie było zbyt wiele – o 16.00 słońce już kładło się do snu. Dwie godziny to za mało do poruszania się po Izerach, czy okolicznych miejscowościach. Wybór padł na Jezioro Złotnickie – największą turystyczną atrakcję Gryfowa Śląskiego, zaraz obok Zamku Gryf. Niestety, oba te miejsca są w opłakanym stanie, a jeszcze 20 lat temu turyści chętnie odwiedzali zamek, jak i wypoczywali nad wodą.

Na samochodach znajdziecie tu DLW, a na łodziach – LWŚ. Ciekawostka.

Czytaj dalej Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego

“Niebo z moich stron”

Zanim zaczniesz czytać artykuł, pomyśl sobie, Czytelniku, co kilka lat temu miałeś pod nosem, czego nie doceniałeś, a teraz już masz z tym sporadyczny kontakt albo w ogóle – znikomy – osoby bliskie, chłopak, dziewczyna, ulubiony gadżet, sprzęt sportowy, wciągające hobby – co tylko chcesz…

Czwarty rok studiów w Łodzi ma się w najlepsze, a że prawo jest wymagającym i ciężkim kierunkiem, to i zapach domowego poddasza staje się czymś coraz bardziej wymarzonym, wręcz wyimaginowanym – tym bardziej, że gdyby nie moi przyjaciele (jeśli to czytacie – serdeczne Was pozdrawiam, Kamilu i Igorze), to podróże weekendowe do i z domu rodzinnego byłyby ośmiogodzinną męczarnią w autobusach i pociągach. Czasami wraca się co trzy tygodnie, czasem co miesiąc. Im rzadziej bywam w rodzinnych stronach,  tym bardziej za nimi tęsknię. Jeśli ktoś z Was chce w praktyce dowiedzieć się, na czym polega przysłowie “cudze chwalicie, swego nie znacie(…)”, to ten sposób jest genialny w swej prostocie. Dopiero teraz, myśląc o tym, gdzie jeszcze warto przejechać się rowerem, gdzie zabrać aparat, uświadamiam sobie bogactwo atrakcji naszego regionu. Pokazując znajomym zdjęcia z tych malowniczych stron, dopiero mogę przejrzeć na oczy i faktycznie powiedzieć sobie – kurczę, 90% znajomych z Łodzi oddałoby wiele, żeby spędzić tu choćby i parę wolnych dni…ale to chyba już tak jest, że mieszkając w danym miejscu, powszednieje nam ono, a my przyrastamy do “biurka/kanapy”, nie zwracając uwagi na “niebo z moich stron”, o którym śpiewały Czerwone Gitary… Czytaj dalej “Niebo z moich stron”