Nie tylko o Izerach…

Nie tylko o Izerach…– a po co to komu, skąd pomysł na coś innego? To trochę jak z przepisem na tort. Sama mąka, czy cukier nie wystarczą. Składników jest cała masa. W przypadku nowego cyklu na blogu zasada jest ta sama. (Tak, wiem, nie zaczynamy zdania od “bo”, ale powiedzmy, że stać mnie – gdy nie potrafię czegoś komu uzasadnić, zawsze mówię – bo stać mnie):
– bo czasem złapie człowieka wena, a Ty musisz coś napisać, żeby uwolnić umysł (coś na zasadzie zrzutu wody przez zaporę)
– bo wiem, że są Czytelnicy, którzy przeczytają wszystko, co tylko tu napiszę – pozdrawiam i dziękuję! (pewnie jest Was garstka, ale któryś z wielkich kompozytorów mawiał, że koncert może zagrać nawet dla jednej osoby, bo grunt to mieć odbiór)
– bo pewne tematy spędzają mi sen z powiek i być może napisanie o nich sprawi, że mózg zacznie je sobie lepiej układać, porządkować, uzasadniać?
– bo gdy nie mam o czym pisać w kontekście wycieczek po Izerach, trzeba podtrzymywać bloga przy życiu, hm…

Czytaj dalej Nie tylko o Izerach…

“Nie czując dni, godzin i lat…” – czyli Łódź na rejsie po Izerach

Ref: Nie czując dni, godzin i lat
Nie licząc zysków, ani strat
Okrążamy, opływamy wokół świat
A jeśli drugi widać brzeg
Izery to najlepszy lek
One są jak w długiej trasie piąty bieg

Wszystko zaczęło się dość niepozornie. “Studencka” ekipa mojej przyjaciółki  z roku z Łodzi, Karoliny, co roku kilka razy planuje wypady w różne miejsca Polski i nie tylko. Praca, ciągła gonitwa, stres – i chcesz, czy nie chcesz – musisz odreagować. Plany na tę majówkę młodzież miała dwutorowe – z jednej strony piękny, stary Lwów, a z drugiej nagle pojawiła się opcja poznania tajemniczych, mało komu znanych Gór Izerskich. [Skromny] Blog i moja fascynacja tymi okolicami chyba udzieliły się Karoli i reszcie załogi, bo postanowili ostatecznie zawitać w moje rejony, a tę przygodę myślę, że będą długo pamiętać…ale zacznijmy od początku.

Łódzki dream-team jeszcze przed nadejściem środowych posiłków

Czytaj dalej “Nie czując dni, godzin i lat…” – czyli Łódź na rejsie po Izerach

Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija

Dzisiaj kolejny raz zabiorę Was w miejsca absolutnie warte zobaczenia, dosłownie rzut beretem od Świeradowa. Tym razem mowa będzie o punktach widokowych, będących jednocześnie małymi skałkami, które gwarantują jedne z najlepszych panoram na Przedgórze Izerskie i samo uzdrowisko u stóp Stogu Izerskiego, czyli o Skałkach Zakochanych i Sępiej Górze. Te pierwsze schowane są w drobnym zagajniku na zachód od wioski Kotlina, a wspomniana góra to ten wielki masyw, który widzicie z lewej strony, wjeżdżając do Świeradowa od strony Mirska i Orłowic. Opowiem Wam również o napotkanych turystach, którym pomogłem wybrać kilka miejsc godnych zwiedzenia w okolicy oraz o nietypowej “turystce” na szlaku, która potrafi doprowadzić człowieka do szpitala. Gotowi na wędrówkę? Zapraszam!

Panorama ze Skałek Zakochanych na całe Przedgórze Izerskie

Czytaj dalej Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija

Boża Góra (Antoniów) – czyli gdzie Pan Bóg idzie spać…

Kiedy pytają mnie – Pawle, gdzie u Was w tym całym Izerbejdżanie można przystopować, wyłączyć zegarek, komórkę, odpocząć, zwiedzić coś niecodziennego, delektować się bajecznymi krajobrazami – odpowiadam: wszędzie, ale najlepiej w Antoniowie. Bywałem w wielu polskich wsiach – w tych górskich i nizinnych, w biednych i bogatszych – ale Antoniów jest jeden, a raczej jego część, która nosi nazwę Bożej Góry (Jaroszyc, ale pierwsza nazwa brzmi bardziej sielsko). O tej baśniowej krainie w Polsce praktycznie nikt nie słyszał – ba – nawet w Jeleniej Górze, Gryfowie nie wszyscy wiedzą o jej istnieniu. Raz tu przyjedziecie i będziecie tylko wracać. Foto na zachętę i zapraszam na spacer po Bożej Górze…

Najpiękniejszy domek w Bożej Górze – te okiennice! Nic tylko usiąść na ławce i cieszyć oczy mozaiką kamienia i drewna.

Czytaj dalej Boża Góra (Antoniów) – czyli gdzie Pan Bóg idzie spać…

Zimowy spacer po gryfowskiej starówce

Średniowieczne Włochy, Francja? Gryfowskie stare miasto i jego mury z XIV wieku [zdjęcie ze smartfona – Canon z tak bliska nie objąłby całości]
Zwiedzanie starówki Krakowa, Warszawy, Wiednia, Pragi jest stałym punktem wycieczek w te miejsca. Przecież nikt sobie nie wyobraża wycieczki do stolicy Czech bez zobaczenia Mostu Karola, czy podróży do polskiego miasta królów bez spaceru po tamtejszym rynku. Gryfów i starówka? Wziąłeś apap noc w dzień? – pomyślą niektórzy. Tutejsze stare miasto to zaledwie kilka uliczek, ale każda z nich ma do zaoferowania jakieś detale, których gryfowscy przechodnie nie dostrzegają (z przyzwyczajenia się do ich widoku). Jest odnowiony rynek, odrestaurowane kamieniczki, kościół po remoncie, są odświeżone mury miejskie, sympatyczne knajpki, punkty z mapami i pocztówkami.  Zapraszam na krótki zimowy, niedzielny spacer uliczkami wokół gryfowskiego rynku…

Czytaj dalej Zimowy spacer po gryfowskiej starówce

izerskiwloczykij.pl cytowany w szkole!

Nadejszła wiekopomna chwila – cytat z “Samych Swoich” przeszedł do klasyki polskich powiedzeń. Użyję go i teraz. Nie ma co owijać w bawełnę, więc napiszę prosto z mostu. Jedna ze stałych Czytelniczek mojego bloga (pozdrowienia!), która pragnie zachować anonimowość, powiedziała mi ostatnio, że jej córka napisała pracę na zajęcia w szkole podstawowej, a w bibliografii zawarła adres prowadzonej przeze mnie strony – czyli po pierwsze odwiedziła bloga, po drugie – przeczytała newsa o kapliczce w Proszówce (bo o tym pisała), a po trzecie – profesjonalnie sporządziła bibliografię swojej pracy. Wiadomo, że często rodzic wskaże pomocną literaturę i źródła internetowe, ale nawet jeśli – mam przed oczami widok mamy z córką, które razem czytają mój artykuł, wgłębiają się w jego treść i korzystają z niego w praktyce w pracy do szkoły. Aż przypomina mi to baśniowe obrazki, gdzie babcia czyta wnuczkowi przy żarzącym się kominku na bujanym fotelu, a w filiżankach stygnie świeżo zaparzona herbata z imbirem i miodem. Taka właśnie powinna być szkoła, która nakłania uczniów do sięgnięcia po lokalne źródła, tutejsze, gryfowskie, izerskie.

Serce rośnie. Jest mi naprawdę miło! – takiego prezentu chyba długo nie dostanę od Czytelników bloga (choć i tak za każdym razem, gdy widzę dziesiątki, setki wyświetleń artykułów jest mi bardzo miło i jestem z Was dumny, że nie zaliczacie się do 10 mln Polaków, którzy w ogóle nie czytają) 😉

A oto bibliografia pracy (spójrzcie na trzecią pozycję) z ozdobnym rysunkiem kapliczki 🙂

Pozdrowienia dla M. i jej kochanej córki 🙂

A niedługo na blogu tekst z miejsca o magicznej i tajemniczej nazwie Boża Góra. Do “przeczytania”!

Gierczyn-Lasek – śladami kopalń, kurortów i wymarłej wsi…

Na wiekowej, gierczyńskiej stojąc ziemi,
gdzie klimat surowy jak ozima skurczona trawa,
izerskich diabłów wypatruję w sieni,
opuszczonej ruiny, gdzie historii płynie lawa.

Tym razem zabiorę Was na spacer po typowo górskiej części wsi Gierczyn, położonej na południe od Gryfowa, a mniej więcej na zachód od Jeleniej Góry. Część ta nosi nazwę Lasek – a dawniej [czytaj – za Niemca] Förstel. Na zdjęciach zobaczycie kilka domostw i odrestaurowany hotelik górski, a ponoć przed wojną stało tu…ponad trzydzieści budynków. Zapraszam na wędrówkę po jednym z najdzikszych zamieszkanych miejsc w tej okolicy…

Mówiąc o tym miejscu, że jest zadupiem, prawimy mu tylko komplement.

Czytaj dalej Gierczyn-Lasek – śladami kopalń, kurortów i wymarłej wsi…

“Semper in altum”

Zawsze w górę. Na taką sentencję spoglądałem przez trzy lata mojej licealnej przygody. Człowiek patrzył na to tak trochę bez przekonania. Chyba wynikało to z tego, że etap tzw. świadomego życia zaczął się u mnie właśnie dopiero pod koniec szkoły średniej. Każdy z nas ma w sobie coś takiego, że stawiamy sobie cele i do nich dążymy. Każdy. Nawet ten leń na kanapie, bo jeszcze w sobie tego nie odkrył. Być może nigdy nie odkryje, ale to coś siedzi w człowieku i tylko czeka na odkrycie. Natomiast na drugim biegunie serialowego Ferdka Kiepskiego są himalaiści, którzy “to coś” odkryli w sobie, a częstokroć i zapłacili za to najwyższą cenę. Tak, pewnie domyślacie się o kogo mi chodzi, ale nie będę się rozpisywał o tym, co słyszycie w mediach. Ilu Polaków – tylu ekspertów. W rozwinięciu artykułu na początku wrzucę Wam dwa linki do naprawdę mądrych materiałów odnośnie pasji himalaistów, wszystko z pierwszej ręki. Do tego kilka moich przemyśleń na temat m.in. pokory w górach – czy się z nimi zgodzicie? Być może – sami się przekonajcie…

“Tylko” osiem razy niższe niż Himalaje…

Czytaj dalej “Semper in altum”

Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Widziany z kilkudziesięciu kilometrów mały biały punkcik na szczycie bazaltowego wzgórza, z bliska okazuje się drobniutką, ale niepowtarzalną barokową budowlą sakralną. Jadąc z Jeleniej Góry w stronę Gryfowa po prostu nie można nie zobaczyć kapliczki w Proszówce, dumnie wznoszącej się na sąsiednim wzgórzu, w stosunku do ruin zamku Gryf. Gdziekolwiek w Polsce byście nie spytali o Zamek Królewski na Wawelu – to praktycznie każdy będzie wiedział o co chodzi. Tak samo jest w gminie Gryfów – tutaj, gdy komuś mówię, że jadę na kapliczkę, to od razu wiadomo o jakie miejsce chodzi. No dobra, ale dlaczego jest takie wyjątkowe? Niby zwykła, biała kaplica i tyle…

– Co robił tu na rowerze przyszły papież Jan Paweł II? Dlaczego niepozorna mysz uratowała tutejszy potężny ród Schaffgotschów? Co to za czarna skała, na której stoi kaplica i dlaczego nie znajdziecie takiej w pozostałych regionach Polski? I jak zawsze – całość uzupełniona zdjęciami mojego autorstwa. Zapraszam 🙂

Kapliczka o zachodzie słońca prezentuje się bajkowo…

Czytaj dalej Kapliczka rodu von Schaffgotsch w Proszówce

Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego

W ostatnich latach po świętach zapanowała moda na zrzucanie kilogramów. Wiosna, lato, jesień, zima – taka sama waga trzyma. Co jednak zmotywowało mnie do odwiedzenia Jeziora Złotnickiego? Przecież nawet powietrze było “brudne” i zbyt gęste do robienia dobrych zdjęć, nawet nie chciało mi się brać Canona ze sobą. Według prognozy pogodowej to było ostatnie pogodne popołudnie, a że była już 14.00, to możliwości wypadów nie było zbyt wiele – o 16.00 słońce już kładło się do snu. Dwie godziny to za mało do poruszania się po Izerach, czy okolicznych miejscowościach. Wybór padł na Jezioro Złotnickie – największą turystyczną atrakcję Gryfowa Śląskiego, zaraz obok Zamku Gryf. Niestety, oba te miejsca są w opłakanym stanie, a jeszcze 20 lat temu turyści chętnie odwiedzali zamek, jak i wypoczywali nad wodą.

Na samochodach znajdziecie tu DLW, a na łodziach – LWŚ. Ciekawostka.

Czytaj dalej Spacer brzegiem Jeziora Złotnickiego