Kamienne tajemnice Kopańca…i zagadkowe światła

Dzień Wszystkich Świętych Anno Domini 2018 był dniem słonecznym i wyjątkowo ciepłym. Dniem, który gromadził Polaków przy grobach swoich bliskich, a jednocześnie sprawiał, że inne miejsce wydawały się wyjątkowo opustoszałe. Mając w planach wieczorną wizytę na cmentarzu w Gryfowie, postanowiłem, że skoro złota polska jesień dopisuje, wypada spędzić ją aktywnie. Jako, że święto to nastrajało do myśli o osobach, których już nie ma, zadecydowałem, że przeszłość i tajemnice będą wyznacznikiem mojej czwartkowej wyprawy. Nie wiedziałem jednak, że czekać będą na mnie przygody wzięte żywcem z “Archiwum X”. Czytajcie do końca, będzie dreszczyk emocji…

O tym miejscu dowiecie się w rozwinięciu newsa…

Czwartkowe przedpołudnie, 1 listopada 2018 r.  Spakowałem plecak ze sprzętem foto, odpaliłem auto i w drogę. Za cel obrałem Kopaniec, w którym byłem raz i zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Poniżej link do pierwszego newsa z Kopańca – dla tych, którzy jeszcze nie czytali.

https://izerskiwloczykij.pl/2018/06/19/kopaniec-w-krainie-hobbitow-i-artystow/

Kilka dobrych lat temu, kiedy zacząłem interesować się historiami z Gór i Pogórza Izerskiego, trafiłem na temat kamiennych wałów, murów, pnących się po zboczach Grzbietu Kamienickiego od Chromca, przez Kopaniec, aż po piechowicki Górzyniec. (Żebyście nie musieli się wracać dwa razy do bloga, na końcu artykułu zamieszczę dwa krótkie filmy z kopanieckiej części murów). O ile mury z Chromca nie są tak okazałe, o tyle te z Kopańca wyglądają naprawdę efektownie, dziko, wręcz dziewiczo i mają w sobie jakiś przedwieczny charakter. Jak tu dojechać? Załączę poniżej mini-mapkę:

Kopaniec i obszar występowania murów na terenie tej wsi

Więcej szczegółów Wam nie pokażę – dałem Wam wędkę, ryby macie łowić sami i bawić się w poszukiwaczy skarbów 🙂 Podpowiem tylko, że jadąc z Chromca do Kopańca w samej wiosce na jedynym i głównym skrzyżowaniu musicie skręcić pod górę w prawo i jechać prawie do samego końca, zaliczając kilka serpentyn drogowych w międzyczasie. Kiedy po lewej stronie miniecie Galerię Kozia Szyja (to nie galeria handlowa, uprzedzam zakupoholików, ale galeria sztuki wiejskiej), za sobą ujrzycie kapitalną panoramę (niżej jej zdjęcie), a po lewej stronie 300 metrów dalej zaczniecie dostrzegać pierwsze kamienne ruiny domostw. Dalej na zboczach cały czas z lewej strony szukajcie kamiennych tajemnic.

Panorama z serpentyn drogowych w Kopańcu, spod galerii Kozia Szyja – w dużym powiększeniu na horyzoncie widać nawet wiatraki przy autostradzie A4

Zostawiłem auto przy drodze i ruszyłem na poszukiwania tajemniczych murów. Dlaczego tajemniczych? – spytacie.  De facto nie ma twardych dowodów, czemu miały służyć. Ponoć jest jakaś wzmianka o tym miejscu w kronikach, ale tylko jedna i niewiele mówiąca. Stąd kilka wysnutych teorii (to nie są moje pomysły, wstukajcie Kopaniec kamienne mury w Google w wolnej chwili i sami znajdziecie): że to tereny graniczne zakonu Joannitów sprowadzonych ponad 800 lat temu do Lwówka Śląskiego; że tutejsi mieszkańcy przed wiekami mieli problem z kamienistym podłożem, a że głazy swoje ważą, postanowili nie męczyć się z ich wywożeniem i zrobili z nich ogrodzenia swoich działek; że to dzieło Walonów, a więc średniowiecznego ludu poszukiwaczy minerałów, którzy osiedli tutaj około 700-800 lat temu i penetrowali tutejsze ziemie w poszukiwaniu geologicznych skarbów; no i jak zawsze – teorie o kosmicznym pochodzeniu murów. Ciekawe, że w niektórych miejscach przy murach znaleziono rzekomo i znaki walońskie, i krzyże maltańskie, które można wiązać z Joannitami. Pewne jest jedno – mury na pewno nie mają tylko 100 lat. Niektóre mają metr wysokości, inne sięgają nawet 5-6 metrów. Bywają szerokie na pół metra, ale są też i szerokie na ponad dwa metry. Są ułożone luzem, bez żadnej zaprawy…i jest ich mnóstwo. Z reguły tworzą wyraźne prostokąty, kwadraty, jakby faktycznie były ogrodzeniem czegoś – mało tego, część z nich jest zamknięta z 4 stron. No i ciągną się kilometrami.

Imponująca część murów odgradzająca śródgórską polanę od lasu – filmy z tego miejsca znajdziecie na końcu tekstu

Myślałem, że te mury będą jedynym, co mnie tego dnia zaskoczy…ale myliłem się. Patrząc na mapie na to miejsce, zauważyłem w pobliżu pewną okrągłą budowlę, zupełnie kształtem niepodobną do reszty domów. Co zobaczyłem na miejscu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania, spójrzcie sami:

Prywatne obserwatorium astronomiczne – chyba w ogóle jedyne w promieniu kilkudziesięciu, a może i kilkuset kilometrów? Wszechobecne kamienne mury przed budynkiem – czemu mnie to nie dziwi…

Co ciekawe – agroturystyka nieopodal nosi miano “Panoramy pod gwiazdami” – koniecznie trzeba wpaść tu latem, w bezchmurną noc, bo wygląda na to, że nocne niebo jest tu obłędnie piękne i fascynujące. W byle miejscu nikt nie stawiałby budowli z tak specjalistycznym sprzętem do obserwacji gwiazd. Obiecuję sobie i Wam, że jak tylko znajdę chwilę, to wypytam “tutejszych” o to obserwatorium – chyba, że jakimś cudem Wy, Szanowni Czytelnicy i Czytelniczki, wiecie coś więcej, to zachęcam do komentowania.

To tyle ze zwykłych zdarzeń tego dnia, o ile zwykłym można nazwać tutaj obserwatorium astronomiczne…Nie wiem, czy pamiętacie, ale leciał kiedyś na “jedynce” (TVP 1) taki serial: “Tajemnica Sagali” – przypomnijcie sobie go kiedyś albo obejrzyjcie, dosłownie te same krajobrazy i zdarzenia miały miejsce w dniu przeze mnie opisywanym. Jest dostępny na youtube.

Tymczasem…dosłownie wyjąłem aparat z plecaka i ze spokojnej pogody nic nie zostało – wiatr zaczął nagle targać wierzchołkami drzew, gałązki modrzewi leciały niczym pobudzone izerskie duchy, które nie życzyły sobie intruza w miejscu zapomnianym przez historię. Mając w pamięci straszną wichurę sprzed paru dni i uszkodzone drzewa, zrobiłem tylko dwa zdjęcia i nagrałem dwa filmy (usłyszycie na nich świst i podmuchy), zawijając się czym prędzej z tej ziemi. O mały włos po drodze nie wpadłbym do starej studni, która nie jest zabezpieczona w żaden sposób. Zerknąłem tylko raz za siebie, widząc dookoła wiele kamiennych ruin starych domów i metry murów. Odpaliłem auto i czmychnąłem raz dwa do domu.

(…) Wieczorem udałem się na gryfowski cmentarz, porobiłem przy okazji kilka zdjęć (znajdziecie je na moim profilu na facebooku: Paweł Zatoński Fotografia). Wróciłem do domu i dowiedziałem się od taty, że w międzyczasie kiedy spacerowałem po cmentarzu, nad naszym domem w Wieży przelatywał dziwny obiekt – wydawał się tacie satelitą, z uwagi na ciągłe światło. Tatko postanowił poświecić latarką w stronę tego czegoś, bo leciało zdecydowanie niżej niż satelita ale na tyle wysoko, że nie widać było jego kształtu. W chwili, gdy tato skierował w jego stronę smugę światła z latarki…obiekt zgasił światło. Poleciał kawałek dalej i zamrugał dwukrotnie jakby pozdrawiając pana latarnika po czym zniknął kompletnie w czeluściach nocnego nieba nad wsią Wieża. Leciał od strony Mirska, gór, w stronę Gryfowa.

I ostatni akcent tego dnia, który w sumie powinienem opisywać na początku. Nie pamiętam dokładnie o czym śniłem rano, ale kojarzę, że było to coś starego, sprzed lat jakby. Obudziłem się nagle około 3-4.00 nad ranem. Spojrzałem na szafki przy łóżku i oczom nie wierzyłem – zaczęły na nich migotać jasnopomarańczowe i niebieskie światełka. Od razu się przestraszyłem, myśląc, że straż pożarna lub policja, czy inne służby interweniują pod moją chatką. Podbiegłem więc do okna, otworzyłem je i zobaczyłem tylko światła lamp, które przenikały nocną ciszę, tak zwyczajną, jak zawsze. Cisza, nic nie widać, nie słychać. Ciarki przeszywały mnie od stóp do głowy, czułem się jak w “Z Archiwum X”. Wróciłem szybko do łóżka i zakryłem się kołdrą. Spojrzałem cały spocony na szafki – nic już nie było na nich widać…

Ciekawa sprawa, że podobne sny w okolicach Wszystkich Świętych miała znajoma blogerka z Gierczyna (rozmowki-kobiece.pl) – pozdrawiam Aniu. Odsyłam na stronę jej bloga i stronkę Domku pod Orzechem na fb.

Możecie się pewnie śmiać, ale zapewniam – ani ja, ani tato nic nie piliśmy przed snem ani w dniu przed tymi wydarzeniami.

W pierwszym linku poniżej zobaczycie mury, obserwatorium i ruiny starego domu, a w drugim – najwyższy odcinek kamiennych murów

https://www.youtube.com/watch?v=PmNG5SQEaSc

https://www.youtube.com/watch?v=aEpxVOGoOWg

 

6 odpowiedzi do “Kamienne tajemnice Kopańca…i zagadkowe światła”

  1. O tak! To niezwykły czas! Jeśli chodzi o wały, to mnie one także fascynują, zwłaszcza, że podobne, tylko niższe znajdują się na Blizborze. Pisałam o nich rok temu.

    1. Takich wałów na Grzbiecie Kamienickim jest masa – tylko, że niektóre raczej służyły regulacji dróg i rowów przez Niemców, a niektóre są o wiele starsze. Najbardziej ciekaw jestem tego obserwatorium astro – w sieci próżno szukać informacji, trzeba popytać tutejszych 🙂

    1. Drona z reguły słychać, chyba że leci bardzo wysoko. Poza tym tu dronów nie ma, tym bardziej w nocy. Choć i drona nie wykluczam.

  2. Dlaczego “tu” dronow nie ma? To coś niezwyklego? Chyba nie… Każdy może sobie go kupić 😉

    ciekawie piszesz ale prawie połowa o zjawiskach paranormalnych, chyba nie w tę stronę 😱

    1. Rodzice mieszkają tu ponad 20 lat i takiego czegoś nie widzieli, stąd nasze zdziwienie. Gdybyś śledził/śledziła cały blog, to jest bodajże pierwszy wpis z elementami o tej tematyce, więc spokojnie 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *