Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija

Dzisiaj kolejny raz zabiorę Was w miejsca absolutnie warte zobaczenia, dosłownie rzut beretem od Świeradowa. Tym razem mowa będzie o punktach widokowych, będących jednocześnie małymi skałkami, które gwarantują jedne z najlepszych panoram na Przedgórze Izerskie i samo uzdrowisko u stóp Stogu Izerskiego, czyli o Skałkach Zakochanych i Sępiej Górze. Te pierwsze schowane są w drobnym zagajniku na zachód od wioski Kotlina, a wspomniana góra to ten wielki masyw, który widzicie z lewej strony, wjeżdżając do Świeradowa od strony Mirska i Orłowic. Opowiem Wam również o napotkanych turystach, którym pomogłem wybrać kilka miejsc godnych zwiedzenia w okolicy oraz o nietypowej “turystce” na szlaku, która potrafi doprowadzić człowieka do szpitala. Gotowi na wędrówkę? Zapraszam!

Panorama ze Skałek Zakochanych na całe Przedgórze Izerskie

Niedzielny poranek miał już na siebie plan od sobotniej nocy, kiedy wraz z panną E. (koleżanką z czasów liceum) w braku planów na ostatni dzień weekendu, postanowiliśmy urządzić sobie krajoznawczy spacer po okolicach Świeradowa-Zdroju. Wybór padł na maleńką wioskę Kotlina, gdzie na samej górze mieliśmy zostawić autko i pomaszerować wzdłuż ruin dawnego schroniska Kesselschlossbaude do Skałek Zakochanych, a następnie odbić na południe i powędrować w stronę Sępiej Góry. A miejscowość Kotlina leży tutaj:

X – miejsce, gdzie zostawiliśmy samochód
X – parking, 1 – ruiny schroniska Kesselschlossbaude, 2 – Skałki Zakochanych, 3 – Sępia Góra; linia przerywana – trasa wycieczki

Od razu, gdy wysiedliśmy z auta, Panna E. zobaczyła w ruinach dawnego schroniska całkiem sporo podbiału (łatwo go rozpoznać po żółtych kwiatkach wielkości dużego paznokcia). A że panienka interesuje się zielarstwem (tak, w tym wieku – rzadkość, prawda?), to spytała czy mam jakąś torebkę, to sobie pozbiera…ale ostatecznie pozbierała w drodze powrotnej.  Na lewo i prawo mijaliśmy spalone i zniszczone ruiny schroniska, które kiedyś było jednym z największych i najpiękniejszych w tej okolicy, a widok z niego był po prostu bajką.

http://fotopolska.eu/466782,foto.html?o=b114774

Tak prezentował się widok znad zabudowań schroniska – od lewej na horyzoncie: Mirsk, Gryfów, wzgórze z zamkiem Gryf

http://fotopolska.eu/Kotlina/b19047,Osrodek_ZHP_Zameczek_na_gorze_Kociol.html?f=466690-foto

A wyżej widok z lotu ptaka na całe zabudowania – willa, schronisko, domy noclegowe. Dzisiaj znajdziemy już tylko ruiny zameczku (to ten budynek w prawym górnym rogu) oraz tego ciągu zabudowań na środku. Lata nieużytku i pożar zrobiły swoje, a jeszcze na początku lat 2000′ schronisko miało swój dach. Dzisiaj po tych wszystkich alejkach praktycznie nie ma śladu, trzeba mocno wytężyć wzrok, żeby je dostrzec w gęstwinie. A pewnie sporo osób z regionu jeszcze pamięta tutaj ośrodek harcerski i wakacyjne czasy sprzed lat.

Ja, przygnębiony widokiem ruin, i E. zainteresowana lokalnymi roślinkami w zgliszczach, ruszyliśmy przed siebie, by po około 200 metrach wyjść na dość sporawą polanę, mając na godzinie pierwszej bardzo gęsty młodnik dębowy. Był tak gęsty, że ścieżka w nim przypominała labirynt albo jakieś wejścia w baśniowych filmach.

Napisy wyryte na skałkach sięgają lat 20′ XX wieku. Najstarsza miłosna tradycja Gór Izerskich? Kto wie!

Ciężko się wchodzi na Skałki Zakochanych, są dość strome, niejednolicie pochyłe i mają mało punktów zaczepienia, o które można oprzeć buty. A gdy się ma jeszcze statyw z aparatem, plecak ze sprzętem i wiatr daje się we znaki – jest niewygodnie…ale, ale – jakie widoki można tu podziwiać. Już teraz twierdzę, że to będzie mój top 5 pod względem punktów widokowych w Izerach i okolicach. A poniżej efekt zestawienia ze sobą 10 pionowych kadrów, spójrzcie sami:

Panorama z nagłówka newsa, ale co tam – podziwiajta drugi raz 🙂

Po zrobieniu takiego zdjęcia można było schodzić ze skałek i wracać na polanę. Kiedy wyszliśmy z magicznego dębowego lasku, panna E. zobaczyła coś szarego tuż przy ścieżce, z lewej strony. Aż mnie zamurowało – na słońcu wygrzewała się najprawdziwsza żmija zygzakowata – jedyny jadowity wąż w Polsce, więc ostrożnie nastawiłem aparat i szanowny gad zaczął mi pozować.

Po chwili żmija się odwróciła i wsunęła się w gęstwinę. Była dość długa – na oko miała z 65, 70 cm.

Szybkie pakowanie sprzętu i podejmujemy decyzję, że idziemy na Sępią Górę pewnym skrótem – prosto z ww. polany.

Leśnym duktem pod górę – a dookoła trzaski suchych gałęzi – zwierzyna nie śpi.
Na początku mapa dużo nam dała, ale później były dobre drogowskazy.

Szliśmy jeszcze niecałe pół godzinki i widać w oddali zadrzewione skałki z chatką drewnianą obok. To Sępia Góra. Trafiliśmy tam na starszych kuracjuszy ze Świeradowa – chyba całą rodzinkę. Jako że wygrzewali się na szczycie,  jak jaszczurki, musiałem ich przeprosić i przepchać się ze statywem na skraj skałek. Powiedziałbym, że widok jest genialny…ale – tu mam żal do odpowiednich osób, że nie szanuje się takich punktów widokowych, bo od strony Świeradowa drzewka zaczynają wcinać się w kadr i zasłaniają całkiem sporo, ale jeszcze, mimo wszystko, dużo widać. Aparat w dłoń i jedziemy. Ale najpierw krótka refleksja ze szczytu. Ci starsi kuracjusze wyglądali na starsze małżeństwo i ich dzieci albo syna z żoną. Starszy pan również robił zdjęcia, popalał fajkę i wygrzewał się na skałkach. Zagadałem ich i wyszło na to, że są w Świeradowie, korzystają z kuracji…ale nie wiedzą nic o okolicach! Gierczyn, Antoniów – takie perełki, a oni pierwsze słyszą. Coś tam kojarzyli Zamek Gryf i ledwo kapliczkę w Proszówce. Wymieniałem im wszystkie atrakcje w okolicy, o których nikt im pewnie nie mówił – tylko słuchali i kiwali z niedowierzaniem głową. Widzicie, Czytelnicy – brakuje przewodników w Świeradowie! Wiadomo, że na Stóg każdy doprowadzi, ale po tych okolicznych wioskach? Nikt. Później spotkałem jeszcze turystów, którym poleciłem Skałki Zakochanych – pomyślałem, że para młodych ludzi, to akurat odpowiednie miejsce dla nich – też nie wierzyli mi, że znam takie miejsca, ale podziękowali. Nie odbierajcie tego jako brak skromności z mojej strony, ale cieszyłem się, że odkryłem tajemnice naszych ziem choć kilku turystom. To bardzo budujące 🙂 A teraz pora na widoki z Sępiej Góry, na zdrowie:

Widok na Pobiedną i Czechy
Dom Zdrojowy i kościółek – jak na tacy
Dolina z wylotem na Szklarską Porębę – prawie jak Tyrol.

A na deser – panorama!

Świerki na dole trochę psują kadr, ale wspinajcie się na Sępią Górę, póki jeszcze coś widać.

I z takim widokiem Was zostawiam. Tak, jak pisałem – te dwa punkty widokowe obok kapliczki w Proszówce, Gierczyna i zamku Gryf będą moimi ulubionymi w tej okolicy. Wybrałem się o najgorszej porze do focenia, bo przed południem jest mętne powietrze, a słońce ostro świeci, ale już widzę zdjęcia zachodu z tych miejsc – poezja. Cała wycieczka, łącznie z robieniem zdjęć, zajęła nam jakieś 4 godziny – od 9.00 do 13.00. Polecam 😉 i do usłyszenia, Włóczykije!

3 odpowiedzi do “Skałki Zakochanych, Sępia Góra…i żmija”

  1. Fajna wycieczka. Cieszę się, że wędrujesz po moich śladach.Dzięi temu więcej ludzi pozna te najfajniejsze i zupełnie nieznane fragmenty naszych gór. Rozumiem, że zbiórpodbiału się udał i było go tak dużo, jak przypuszczałam. Zgadzam się z Twoimi refleksjami dotyczącymi punktów widokowych- na mapie jest jeszcze znaczek, a w naturze widać tylko czubki drzew. Tak jest przecież i na Jelenich Skałach. No i wizdę, że widok ze Skałek Miłości Cię nie rozczarował. Zgadzam się, że jest to jeden z najlepszych widoków, jaki znam ( zaraz po wrzosowiskach Bornholmu, falującym Bałtyku pośrodku morza i bezkresie bieszdzazkich pejzaży) Zrobiło się ciepło, to i panna żmija wyszła się wygrzać. Ładną jej fotkę ustrzeliłeś.

    1. Dokładnie – akurat o skałkach przypomniałem sobie po Twoim wpisie 😉 Na zgliszczach schroniska miejscami było dosłownie żółto – szybkie zbieranie w 10 minut i starczyło na słoiczek syropu. Widok ze Skałek jest niesamowity – widać nawet Zamek Grodziec. Bardzo szeroka panorama, której nie zasłaniają drzewa – póki co, bo na Sępiej trochę mnie to irytowało. Ale pamiętam Twój news o Jelenich Skałach – tu i tu będzie podobnie, niestety. Ale Jelenie Skały też muszę odwiedzić. Takie porównanie tych widoków, które znasz, tylko dodaje komplementów tym skałkom. Dobrze, że miałem pod ręką duży zoom, bo jednak to ryzyko podchodzić z telefonem do tego węża (czego pannie E. nie wytłumaczysz, haha). Pozdrowienia

      1. Sporoosób nie wie, jak groźne może być takie spotkanie. My miałyśmy kiedyś na Rugii przygodę mrożącą krew w żyłach.
        Na szczęście dobrze się skończyło a zdjęcie też zdążyłam zrobić.

Pozostaw odpowiedź Akacja Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *