Niepodległa – to znaczy jaka?

W czerwcu napisałem pierwszy tekst z cyklu “Nie tylko o Izerach” – ten będzie kolejnym z powyższej serii. Uprzedzam więc, że znajdziecie tu, Szanowni Czytelnicy, bardziej moje luźne przemyślenia, spostrzeżenia niż kolejną propozycję trasy po Pogórzu. Końca dobiega polski Dzień Niepodległości – trochę o święcie, o górach, trochę o tym narodzie, zapraszam…

Czytaj dalej Niepodległa – to znaczy jaka?

Kamienne tajemnice Kopańca…i zagadkowe światła

Dzień Wszystkich Świętych Anno Domini 2018 był dniem słonecznym i wyjątkowo ciepłym. Dniem, który gromadził Polaków przy grobach swoich bliskich, a jednocześnie sprawiał, że inne miejsce wydawały się wyjątkowo opustoszałe. Mając w planach wieczorną wizytę na cmentarzu w Gryfowie, postanowiłem, że skoro złota polska jesień dopisuje, wypada spędzić ją aktywnie. Jako, że święto to nastrajało do myśli o osobach, których już nie ma, zadecydowałem, że przeszłość i tajemnice będą wyznacznikiem mojej czwartkowej wyprawy. Nie wiedziałem jednak, że czekać będą na mnie przygody wzięte żywcem z “Archiwum X”. Czytajcie do końca, będzie dreszczyk emocji…

O tym miejscu dowiecie się w rozwinięciu newsa…

Czytaj dalej Kamienne tajemnice Kopańca…i zagadkowe światła

Jesienne Jezioro Złotnickie w obiektywie

W ostatnich tygodniach nie było sposobności, by wybrać się w góry lub w inne turystyczne miejsce, a jeśli już miałem wolny czas, to automat w głowie podpowiadał – jedź w teren, będą dobre zdjęcia. Nagromadziłem trochę tego w ramach zapasów na jesień. W niedzielę dopisała pogoda, światło i czyste powietrze…no i jesienne kolory. Postanowiłem pojechać nad Jezioro Złotnickie, ale już nie od strony zapory – chciałem złapać kilka ujęć z plaży w Karłowicach (Biedrzychowicach). Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Sam powiesiłbym sobie te zdjęcia w salonie [skromny]. Tym razem bez mickiewiczowskich opisów, zapraszam do oglądania zdjęć znad jeziora 🙂

Plaża w Karłowicach i wędkarze

Czytaj dalej Jesienne Jezioro Złotnickie w obiektywie

Studencki weekend w Karkonoszach

Był 14 września, kiedy o 7.00 pojawiłem się z plecakiem pod gryfowskim dworcem PKS/PKP. Wszystko wskazywałoby na kolejny dzień w jeleniogórskim I LO im. S.Żeromskiego, czyli popularnym “Żeromie”. Trochę racji w tym jest, bo z ekipą kilku osób związanych z olimpiadami geograficznymi i rajdami turystycznymi z czasów ww. liceum, postanowiliśmy spędzić weekend w Karkonoszach – wiecie, tak typowo, po studencku, w starym schronisku. Tak więc – do Jeleniej jechałem autobusem z uczniami szkół średnich, ale moja destynacja była inna…choć sentyment pozostał. Zapraszam na wędrówkę po Karkonoszach, na spotkania z dzikimi zwierzętami, na nocne, mistyczne wręcz marsze z karkonoskich szczytów w dół, w blasku pochodni latarek i wiele więcej…

“Złoty Widok” na Karkonosze z Michałowic

Czytaj dalej Studencki weekend w Karkonoszach

Sierpniowa noc w Izerach

Pamiętacie, Szanowni Czytelnicy, kiedy w dzieciństwie rodzice lub dziadkowie czytali Wam bajki i baśnie, czy opowiadali wymyślone historie? Wyobraźnia przenosiła dziecko w inny wymiar, zupełnie odmienny od szarej rzeczywistości. W Polsce wiele jest miejsc tajemnych, magicznych, gdzie można zaznać podobnej przyjemności. O ile Góry Izerskie z pewnością do takich należą, to pomyślałem sobie – a co dopiero, kiedy człowiek wybrałby się tam nocą! Wszystkie znaki na niebie (tak, dosłownie) i ziemi świetnie się zgrały, bo akurat gdy marzyłem tak dwa tygodnie temu, na sierpniowym niebie zaczął się perseidowy spektakl…a przyjaciele z czasów przedlicealnych postanowili wybrać się w góry, żeby podziwiać “spadające gwiazdy”. To wszystko nie mogło lepiej się ułożyć. Latarki w dłoń i zapraszam na nocną wycieczkę do Chatki Górzystów, w drogę!

W poszukiwaniu obcej cywilizacji

Czytaj dalej Sierpniowa noc w Izerach

Radomice – za siedmioma górami, w Dolinie Bobru

Od dłuższego czasu zbierałem się na zwiedzanie wiosek w Dolinie Bobru, w zasadzie od majówki, kiedy ze znajomymi wybraliśmy się do Nielestna na spływ kajakowy. Dlaczego akurat te miejsca? Bo wielowiekowa historia, bo rustykalny klimat, bo zapierające dech widoki, gdzie pagórków i wzgórz jest tyle, ile kruszonki na dobrym cieście. Miejsca zapomniane przez świat, leżące na uboczu, gdzie czas odmierzają dzwony kilkusetletnich uroczych kościółków. Kręte wąskie dróżki, podjazdy i zjazdy, rolnictwo i turystyka. Całość zwieńczona niesamowitym wprost bogactwem minerałów skrytych przed cywilizacją pod ziemią. Drugiego takiego miejsca w Polsce nie ma. Zapraszam na krótką wycieczkę do Radomic, w Dolinę Bobru.

Magia w czystej postaci. Żyć, nie umierać.

Czytaj dalej Radomice – za siedmioma górami, w Dolinie Bobru

Z Rozdroża do kopalni, czyli śladami Wiedźmina

Wakacje w pełni, a jednak czuję się trochę jak typowy korpo-szczur, który szuka wolnego weekendu, żeby oderwać się od pracy w wielkim mieście i odreagować w górach. Udało się w końcu wrócić na weekend do domu, i choć tym razem bez aparatu, to postanowiłem, że słonecznej soboty nie spędzę, kisząc się bez celu w domowym zaciszu, ale wybiorę się w Izery. Nie ukrywam, że chciałem trochę odpocząć od ludzi, dlatego pierwotny plan wycieczki ze Świeradowa do Chatki Górzystów poszedł na bok – pomyślałem, że powtórzę wycieczkę z majówki i ruszę z Rozdroża Izerskiego przez Sine Skałki do Kopalni Stanisław. Do końca miałem dylemat, bo na radarze pogodowym zaczęły być widoczne chmury deszczowe nad Niemcami i Czechami, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Zapraszam na czterogodzinną wycieczkę śladami filmowego Wiedźmina…

Jeden z najpiękniejszych widoków w całych Górach Izerskich – wychodzisz z lasu z widokiem na Karkonosze i kopalnię Stanisław. [Wszystkie zdjęcia z wycieczki robiłem smartfonem,  trochę bolało, ale jakoś dało radę]
Czytaj dalej Z Rozdroża do kopalni, czyli śladami Wiedźmina

Kopaniec – w krainie hobbitów i artystów

Wielu nie wie o jej istnieniu, a tym bardziej o skarbach jakie skrywa, a przecież w przeciągu pół godziny dojedziemy stąd do Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby, czy Gryfowa Śląskiego. Chciałoby się powiedzieć – kolejne z miejsc typu “cudze chwalicie, swego nie znacie”. To tutaj widziano czarownice, to tutaj wierzono w pogańskich bogów, to tutaj znajdziecie unikatowe w skali kraju kilkumetrowe mury kamienne sprzed wieków, to tutaj wiele lat temu osiedlili się artyści z Wrocławia, to tutaj przejedziecie się iście alpejską serpentyną, to tutaj spotkacie domki i zobaczycie krajobrazy rodem z tolkienowskich baśni.

Czytaj dalej Kopaniec – w krainie hobbitów i artystów

Nie tylko o Izerach…

Nie tylko o Izerach…– a po co to komu, skąd pomysł na coś innego? To trochę jak z przepisem na tort. Sama mąka, czy cukier nie wystarczą. Składników jest cała masa. W przypadku nowego cyklu na blogu zasada jest ta sama. (Tak, wiem, nie zaczynamy zdania od “bo”, ale powiedzmy, że stać mnie – gdy nie potrafię czegoś komu uzasadnić, zawsze mówię – bo stać mnie):
– bo czasem złapie człowieka wena, a Ty musisz coś napisać, żeby uwolnić umysł (coś na zasadzie zrzutu wody przez zaporę)
– bo wiem, że są Czytelnicy, którzy przeczytają wszystko, co tylko tu napiszę – pozdrawiam i dziękuję! (pewnie jest Was garstka, ale któryś z wielkich kompozytorów mawiał, że koncert może zagrać nawet dla jednej osoby, bo grunt to mieć odbiór)
– bo pewne tematy spędzają mi sen z powiek i być może napisanie o nich sprawi, że mózg zacznie je sobie lepiej układać, porządkować, uzasadniać?
– bo gdy nie mam o czym pisać w kontekście wycieczek po Izerach, trzeba podtrzymywać bloga przy życiu, hm…

Czytaj dalej Nie tylko o Izerach…

“Nie czując dni, godzin i lat…” – czyli Łódź na rejsie po Izerach

Ref: Nie czując dni, godzin i lat
Nie licząc zysków, ani strat
Okrążamy, opływamy wokół świat
A jeśli drugi widać brzeg
Izery to najlepszy lek
One są jak w długiej trasie piąty bieg

Wszystko zaczęło się dość niepozornie. “Studencka” ekipa mojej przyjaciółki  z roku z Łodzi, Karoliny, co roku kilka razy planuje wypady w różne miejsca Polski i nie tylko. Praca, ciągła gonitwa, stres – i chcesz, czy nie chcesz – musisz odreagować. Plany na tę majówkę młodzież miała dwutorowe – z jednej strony piękny, stary Lwów, a z drugiej nagle pojawiła się opcja poznania tajemniczych, mało komu znanych Gór Izerskich. [Skromny] Blog i moja fascynacja tymi okolicami chyba udzieliły się Karoli i reszcie załogi, bo postanowili ostatecznie zawitać w moje rejony, a tę przygodę myślę, że będą długo pamiętać…ale zacznijmy od początku.

Łódzki dream-team jeszcze przed nadejściem środowych posiłków

Czytaj dalej “Nie czując dni, godzin i lat…” – czyli Łódź na rejsie po Izerach